niedziela, 3 sierpnia 2014

Zaskakujące odwiedziny

Leniwy, niedzielny czas.

Nie trzeba się nigdzie spieszyć, nigdzie gnać, a zegarek to doprawdy niepotrzebny wakacyjny balast.
Nie lubię zegarków. W moim domu funkcjonuje tylko ten w komórce, to wystarczy.

Dziś bardzo wczesnym popołudniem piłam pyszną kawą na moim balkonie. To taki prowizoryczny ogródek, którego doglądam z wielką radością. Trochę zieleni wśród betonowego miasta. Chciałoby się rzec oaza spokoju ale byłoby to już bardzo naciągane. Oaza zieleni i owszem, a z tym spokojem w środku miasta nie najlepiej. Ale od czego są słuchawki ? Zatem siedziałam sobie na leżaku z ta pyszną kawą, a w uszach rozbrzmiewały takie kojące dźwięki : 


Nagle moje oczy przykuł jakiś ruch. Nie wierzę, pomyślałam ... Zamknęłam oczy, otworzyłam ponownie...

Na drewnianej klamerce  swoje wdzięki prężyła najprawdziwsza ważka. 


Skąd ona się tu wzięła ?

Bałam się poruszyć by jej nie przestraszyć. Ale nie byłabym sobą gdybym nie spróbowała jej upolować swoim aparatem. 

 
Po chwili stałam już na balkonie uzbrojona po zęby w sprzęt. Ważka zniknęła... 
Nagle coś zatrzepotało ... Jest, wisiała sobie na bambusowych patykach pod sufitem :) 


 

  Powiał delikatny wiaterek, bambusy wydały głuchy charakterystyczny dźwięk. 
Ważka sfrunęła ponownie na klamerkę. 
 


Delikatnie by jej nie przestraszyć podeszłam bliżej. Ale ona nie wydawała się zupełnie przestraszona. Patrzyła uśmiechnięta prosto w obiektyw. Wyglądało jakby chciała powiedzieć : "Widzisz nie chciało Ci się dziś przyjść nad łąkę, to przyleciałam na zachętę do Ciebie"

 

Sesja trwała dobre kilka chwil...
Miałam troszkę kadrowo utrudnione możliwości w końcu to tylko balkon. 
W pewnym momencie chyba było już jej za wiele tej sesji, 
zawstydzona zasłoniła się skrzydełkiem niczym woalką :) 

 
Pstryknęłam jej jeszcze kilka fotek. Ważki są dla mnie niezwykle magicznym stworzeniami. Gdziekolwiek się znajdę zawsze są. Przylecą nie wiadomo skąd. Siadają na dłoni, ramionach.
Swego czasu w Warszawie na Placu Piłsudskiego gdy natura nie była w tym momencie w zasięgu mojego zainteresowania ważka usiadła na mojej dłoni i robiąc kółka w powietrzu wracała ponownie :) 
Od dawna ważka to mój osobisty amulet przynoszący szczęście :) 
Dlatego ważka, która przyleciała na mój miejski balkon wzbudziła takie zadziwienie, radość i fascynację :)


 Odłożyłam w końcu aparat, ona nadal siedziała na klamerce jakby pytała "czy doprawdy nie chcesz więcej, czy to koniec balkonowej sesji" ? 








Na koniec włączyłam komórkę i nagrałam mojego niespodziewanego balkonowego gościa  :)


Popołudniem w pełnym słońcu nadeszła cudna letnia ulewa. 
Dla okrasy było też kilka grzmotów



To na dziś tyle. Rozpoczynam miesięczny urlop ... :)
Tym samym wpisów pewnie przybędzie. 





 



niedziela, 15 grudnia 2013

Grudzień

Do świąt zostało już tylko 9 dni ...
Na ryneczku rozstawili się już panowie z choinkami i jemiołą ... brakuje tylko śniegu.

Śnieg był na mikołajki gdy Ksawery dotarł nad Polskę, Hulało wtedy nieźle sparaliżowało całe miasto.
Póki co do 5 stopni na plusie i śniegu nie ma.
Zatem załączam kilka starszych zdjęć z Parku Dąbrowskiego przy Starym Browarze  w śnieżnej animacji :)

 a do posłuchania :)




Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam przygotowania do świąt i przede wszystkim świąteczne piosenki. Cichaczem się przyznam, że w głębokiej tajemnicy słucham ich już od listopada ;)

Czy ja lubię święta ? Ja lubię zdecydowanie -klimacior- z nimi związany. Lubię spacerować ulicami gdy miliony białych śnieżynek otulają świat. Gdy migoczą światełka na przystrojonych choinkach, a ludzie są ... jakby lepsi. Uśmiechają się częściej do siebie ... Być może dlatego, że wyłazi z nich wspomnienie dzieciństwa ? Zapach świąt ...  cytrusy i korzenne przyprawy, pierniki, uszka, kapusta z grzybami, makowce .... cały ten kuchenny rytuał :) Radość dawania i otrzymywania podarków. Wspólne kolędowanie, odwiedzanie szopek, malowanie pierników, przystrajanie domu na święta, własnoręczne przygotowywanie kartek świątecznych.
Na deser wybrane filmy świąteczne oglądane raz do roku :)

I lubię gdy moje Anioły odwiedzają mnie w wigilię ... ale o tym opowiem Wam innym razem.

piątek, 23 sierpnia 2013

Zabawa w ciuciubabkę ...


Kilka dni temu wybrałam się na łąkę ...
Oto krótka relacja z tej sesji ...


                                może mnie nie widzi, pałęta się z tym aparatem po łące od godziny ....


nie no.... na pewno mnie nie zobaczy ... Ile taki człowiek może siedzieć w trawie ???


ok, rób to zdjęcie i spadaj, świerszcza nie widziałaś ???


dobra, dość tego ... zaraz Cię pogonię ... żeby jeszcze czułki mi trącać ... ech ludzie ... 

 

 wyzywam Cię na pojedynek ! Walcz niecny podglądaczu i nie właź do mojego świata ...


i nie waż się więcej zakłócać mojej ciszy poobiedniej 
 

niedziela, 18 sierpnia 2013

Na letniej łące...

Na letniej łące, ciepłej i drżącej ... i tyle tutaj owadów, suszków, traw i niespodzianek na każdym kroku ...








Fajnie tak przysiąść w trawie, schować się przed światem ...
Gdzie wzrok nie sięga wszędzie dzieje się coś ciekawego. Siedziałam w tych trawach dopóki komary mnie nie przegoniły. Słonko schowało się za wielką szaroburą chmurą, owady pochowały się nie wiadomo gdzie. Za to wszędobylskie komary wyleciały na żer ...
Cóż to są za nicponie ! Urządziły sobie wielkie żarcie.
Wsiadłam zatem na rower i udałam się w drogę powrotną ...

 A teraz słucham Josh'a i mogłabym tak słuchać bez końca :)









środa, 14 sierpnia 2013

Taka myśl sierpniowa ...

Taka myśl sierpniowa właśnie mnie naszła by uruchomić blog ...
Myślę sobie czemu nie, może warto czasem również coś napisać, a nie tylko publikować zdjęcia. 
O czym będę pisać ... na pewno o tym co fotografuję, co czuję i myślę, Fotografia to moja pasja i pewnie wokół tego to wszystko będzie się kręcić.

Jest sierpień mam urlop.
Czasu zatem sporo, urywam się w każdej wolnej chwili za miasto z aparatem. 
Tam czuję się najlepiej z dala od zgiełku miasta, z dala od kłócących się i wścibskich sąsiadów,
 z dala od klaksonów, telefonów ...

Są za to motyle ....


 
i świerszcze ... 



i moje ukochane ważki :) 



 Czasem biedronka znudzona sesją poderwie się nagle do lotu ...


innym razem wytrwale pozuje :)





Zawsze marzył mi się domek gdzieś na wsi, gdzieś na skraju lasu, wśród pól i łąk ... byle jak najdalej od zgiełku miasta :) Choć urodziłam się w dużym mieście, mieszkam tu i pracuję to jakoś ono do mnie nie gada. Odkąd pamiętam czas spędzony na łonie natury to był zawsze "ten najfajniejszy czas" :)

Zatem marzę sobie, że może kiedyś spełni się to marzenie i będą mnie budzić trele za oknem o świcie, zapach sosen, który tak uwielbiam wypełni cały dom. Wyjdę sobie bosą stopą na skąpaną w rosie trawę z kubkiem aromatycznej czarnej, gorzkiej i mocnej kawy...
Wieczorem zaś siedząc na progu domu będę się wsłuchiwać w najpiękniejszy koncert świerszczy i żab ...

Tymczasem dla podtrzymania nastroju moja ulubiona Magda Umer :